wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 29

Chłopak podniósł mnie w stylu panny młodej, jak robił to za każdym razem.
-Louis, ja mam...- próbowałam mu powiedzieć, że mam ten nieszczęsny okres, ale do cholery! To tak samo jakby podejsć do mojej mamy i powiedzieć, że przykładowo, jestem zagrożona z maty...
-Wiem, że masz okres. Przecież nie powiedziałem, że będziemy się kochać- otworzył drzwi do pokoju i zamknął je nogą. Podszedł do łóżka i położył mnie na nim delikatnie.
-Skąd?- zapytałam, gdy podniosłam się do siadu.
-Mam przeczucie- zaśmiał się.
-Ej!- dostał ode mnie po ramieniu.
-No co?
-Kocham ciebie- przytuliłam się do niego.
-Ja ciebie też.
-Musimy tam jutro iść?- zapytałam po chwili ciszy, nadal w niego wtulona.
Nie musimy. Ale i tak się prędzej czy później dowiemy. Od Harry'ego.
-No tak.

***Następnego dnia***

-Ewciu, kiciu moja, wstajemy- usłyszałam gdzieś głos Lou. A tu, gdzie teraz jestem jest mi tak dobrze. Po co otwierać oczy? -No dalej dalej! Śniadanie stygnie!
Okej, przekonał mnie.
Przewróciłam się na plecy, przeciągnęłam, ziewnęłam i otworzyłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to dwa, śliczne oczka mieniące się niebieskim kolorem, zwrócone tylko na mnie.
-Dzień dobry!- przywitał mnie radośnie i lekko pocałował.
-Witam pana- zdąrzyłam powiedzieć tylko tyle, bo znowu zostałam obdarowana całusem. Moje ręce powędrowały na jego szyję. Po chwili oderwał się ode mnie i powiedział:
-Mam dla ciebie śniadanko- usiadłam na łóżku. Schylił się, by po chwili podnieść się i postawić na moich nogach tacę zapełnioną jedzeniem.
-No właśnie ta perspektywa sprawiła, że otworzyłam oczy. Ślicznie to wygląda.
-Ale nie tak ładnie jak ty- powiedział i wziął jedną z kanapek, która zaraz znalazła się w moich ustach.
-Nawet jeśli dopiero się obudziłam?- zapytałam go, gdy już połknęłam.
-Tak. Teraz wyglądasz najlepiej.

Śniadanie zjedzone, brudne talerze w zmywarce a ja w ręczniku i bieliżnie, jak co rano, stoję przed szafą i nie wiem co ubrać.
Usłyszałam otwieranie drzwi naszego pokoju a po chwili ręce Lou były już na mojej talii.
-Czemu tak stoisz i maltretujesz wzrokiem tą biedną szafę?-  zapytał, całując mnie w szyję.
-Nie wiem co ubrać- westchnęłam.
-Na pewno coś wymyślisz.
-Uhm...- podeszłam bliżej do mebla i wyciągnęłam z niej szary T-shirt.
-A dół?
-Będę bez- spojrzałam na niego przelotnie.
-Okej. Dla mnie może być.
Sięgnęłam po jakieś czarne spodnie i razem z koszulką zamknęłam się w łazience.
-Zaraz jestem na dole!- krzyknęłam.
-Okej!- usłyszałam w odpowiedzi. Założyłam ciuchy. Rozczesałam włosy, wyprostowałam je i przejechałam oczy kredką.
Zeszłam na dół do Louisa. Siedział w salonie i oglądał tv.
-Już jestem- usiadłam obok niego a on objął mnie ramieniem i przyciągnął jeszcze bliżej siebie.
-Widzę. Obejrzymy Adamsów?
-Jasne!

*** Po południu ***

Zaczęłam głębiej i dokładniej szukać w szafie aż znalazłam. Spodnie idealne. Nie wnikajcie.
Założyłam je i byłam gotowa.
-Czekam na dole- powiedziałam. Złapałam torebkę, wkładając do niej telefon, pieniądze, dokumenty. Zeszłam do salonu, jak zwykle.
-Już jestem- powiedział, gdy usłyszałam jego kroki ze schodów.
-To idziemy- odetchnęłam i wstawstałam z kanapy, stając przed nim. Złapał mnie za rękę.
-Chodźmy.

Louis zatrzymał się przed willą Paula. Jestem tu pierwszy raz. Jego dom, tak zdecydowanie dom a nie willa, bo to się przecież nie równa z posiadłością Lou.
Wysiadłam, a Louis mruknął coś pod nosem o tym, że nigdy nie mogę poczekać, aż on otworzy mi drzwi i podszedł do mnie.
-Ewa...
-Tak?- złapał mnie za dłonie i przyciągnął do piersi. Spojrzał mi w oczy.
-Cokolwiek Paul zaraz powie pamiętaj, że zrobię wszystko, żebyśmy byli razem- jeszcze chwilę patrzał na mnie a potem pocałował.
-Uhm- pokiwałam tylko głową. Podeszliśmy do drzwi i Louis zadzwonił dzwonkiem. Otworzył nam sam Paul.
-Wchodźcie- zaprosił nas gestem ręki i zamknął za nami drzwi. Zdjęliśmy kurtki i za gospodarzem weszliśmy zapewne do salonu. Był to spory pokój z masą różnych mebli, zapewne połową niepotrzebną, no ale... Ściany były jasne, beżowe, kilka obrazów i tego typu rzeczy. -Napijecie się czegoś?
-Nie- odpowiedzieliśmy razem. Na kanapie zobaczyłam siedzących Marlenę i Harry'ego.
-Hej-powiedziałam i przytuliłam dziewczynę.
-Cześć Ewciu.
-Jak się trzymacie?- zapytałam.
-Chujowo a jak inaczej?- odpowiedział Harry, trzymając prawą rękę na kolanie Mar.
-To tak jak my- powiedział Lou.
-No siadajcie i miejmy to już z głowy- pogonił nas mężczyzna. Usiedliśmy więc obok nich u spojrzeliśmy wyczekująco na niego. -Nie patrzcie tak na mnie!- podniósł ręce w obronnym geście.
-To gadaj- powiedział Harry.
-Wiecie jak trudno było podjąć mi tą decyzję. Wiecie chłopcy, że dla mnie od zawsze liczyło się wasze szczęście i tak jest do tej pory...
-Ale?- przerwałam mu.
-Ale tym razem po prostu musimy odpóścić- wypuścił ciężko powietrze z płuc.
-Czyli?- Harry, czego tu się jeszcze upewniać?!
-To koniec. Musicie zerwać ze sobą. Nieodwołalnie.







********
Buaahhhhahahahahaha (śmiech zagłady)
Oto ukazuję wam moje złe oblicze i przedstawiam tragiczny rozdział tej historii.
To nie koniec, oczywiście.

Krótki bo krótki, ale to dopiero początek!

Chciałam podsycić troszku waszą ciekawość. Udało mi się czy nie?

Buziaki dla was,
<3

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Niall zamówienie

Julia for you!!



-Możesz się pospieszyć?!- wrzasnęłam na swoją siostrę. Jak tak dalej pójdzie dziewczyna spóźni się.
-No przecież idę, tak?- zapytała i zeszła na dół.
-Wiesz o tym, że masz jeszcze pół godziny, żeby tam dojechać?
-Wiem- powiedziała spokojnie i przejrzała się jeszcze w lustrze wiszącym w korytarzu.
-I o tym, że jedzie się tam czterdzieści minut też wiesz?- zapytałam.
-Uhm. To na razie. Tylko wiesz, nie napsoć siostrzyczko- powiedziała jeszcze i tak po prostu wyszła z domu. Westchnęłam i wróciłam do swojego pokoju, po drodze gasząc światło w kuchni i na schodach.
W pokoju walnęłam się na łóżko i zaczęłam czytać lekturę do szkoły, bo jutro omawiamy a ja jestem dopiero na stronie tytułowej, no ale od czego jest jeszcze cała noc?

Jestem dokładnie na trzydziestej ósmej stronie, gdy w pokoju zaczyna lecieć jakaś niezidetyfikowana melodyjka z mojego telefonu. A to oznacza jedno. Niall dzwoni. Sam ustawił mi ten dzwonek, żebym od razu wiedziała, że to on dzwoni. Wsunęłam zakładkę w książkę i niespiesznie odebrałam.
-Słucham?- wiem co zaraz odpowie.
-Nie mów słucham, bo cię...
-Dobra, nie kończ co chcesz?- przerwałam mu.
-Co robisz?
-Czytałam książkę- odpowiedziałam, choć wiedziałam, że ta informacja jest mu zbędna.
-Będę za 20 minut- odpowiedział zaraz po moich słowach. I się rozłączył.
-Aha- powiedziałam do głuchego telefonu. Odłożyłam telefon i wróciłam do czytania lektury, która w gruncie rzeczy nawet mnie wciągnęła.

-Jestem- usłyszałam w calym domu głos blondyna.
To już? Tak szybko? A ja taka nie umalowana?!
Zaśmiałam się sama z siebie i zobaczyłam w drzwiach mojego pokoju Nialla.
-Cześć moja piękna nieznajomo- zawsze mnie tak witał.
-Cześć- odpowiedziałam i wróciłam do czytania książki. Kątem oka zobaczyłam jak siada na łóżku.
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia- powiedział od razu.
-O co chodzi?- zapytałam i odłożyłam książkę obok siebie.
-Chodź- wyciągnął do mnie rękę,  y zaraz chwycić w nią moją. Ściągnął mnie z łóżka.
-Ej, zaraz. Jakie chodź?
-No chodź, to się przekonasz.
-Ale ja się muszę przebrać- popatrzyłam na moje szare dresowe spodnie i czarną bokserkę.
-Tak jest w sam raz.
-Ale...- już prowadził mnie do swojego auta.
-Proszę madame- otworzył mi drzwi do miejsca pasażera. Wsiadłam, chłopak zatrzasnął drzwi i po chwili usiadł obok mnie po stronie kierowcy.
-Gdzie jedziemy?- zapytałam gdy ruszył.
-Niespodzianka.
-Niall- popatrzyłam na niego błagalnie.
-No co?
-Powiedz mi.
-Za...- spojrzał ma zegarek.-Za pięć minut.
-Okej...- przyjęłam do wiadomości i spojrzałam w szybę, popatrzeć na Mullingar wieczorem. Pięknie.

-Jesteśmy- oznajmił i zatrzymał pojazd.
Już chciałam wysiąść kiedy ten powstrzyłam mnie, łapiąc za dłoń. Przeszły mnie delikatne dreszcze. W sumie już jakiś czas tak mam. Cholera, nie jakiś czas, z pół roku będzie, ale jakoś udawało mi się to przed nim i przed samą sobą ukryć...
To, że się w nim zakochałam.
-Ej słyszysz?- usłyszałam jak do mnie coś mówi.
-Co? Co?
-Pytałem czy możesz się odwrócić?
-Po co?
-Zobaczysz. A teraz plecami do mnie- zrobiłam jak prosił a po chwili poczułam jak zawiązuje mi jakąś przepaskę na oczy.
-Co ty..?- zapytałam.
-Spokojnie. A teraz powoli wysiądziemy, poczekaj.
Usłyszałam, jak wysiadł z auta, otworzył drzwi po mojej stronie i powiedział.
-Daj rękę- zawiesiłam ją gdzieś w powietrzu a on ją zaraz ujął. Kurczę, ma takie fajne dłonie... STOP!!
Dzięki jego pomocy wydostałam się z auta.

-Gdzie idziemy?- ciekawość brała nade mną powoli władzę.
-Jeszcze chwilkę-powiedział, prowadząv mnie już jakiś czas.
-Mówiłeś tak piętnaście minut temu.
-Oj tam już. Zaraz będziemy.

-Ok, już jesteśmy- zakomunikował i zatrzymał mnie. Nie wiem czy mówiłam, ale cały czas prowadził mnie, trzymając za rękę...
Niespodziewanie zdjął opaskę, ale nadal nie otworzyłam oczu.
-Możesz otworzyć oczy- zaśmiał się. Zrobiłam tak.
Pierwsze co zobaczyłam, to kilkanaście jak nie kilkaset malutkich świeczek zapachowych poustawianych w jakiś równy rządek.
Było ciemno, tyle udało się mi się zobaczyć.
-Wow, ładne to- tak, jak to potrafię się wysłowić, nie ma co.
-Podoba ci się?- zapytał.
-Bardzo.
-Więc chodź- pociągnął mnie lekko w stronę tych lampek i zobaczyłam, że są one  poukładane w spory kwadrat.
Ostrożnie weszliśmy w pole kwadratu a tam rozłożony był równie duży koc a na nim jakieś smakołyki.

Zaczęliśmy jeść rozmawiając i śmiejąc się w najlepsze, wspominając stare czasy i w ogóle jak zawsze.
-Julia...- zaczął Niall po jakimś czasie poważniejąc.
-Tak Nialler?
-Bo wiesz... Znamy się już tyle...
-Pięć lat. Kiedy to mija?
-Dokładnie dziś.
-Oh...- jak ja mogłam o tym zapomnieć?!
-Wybaczam, że zapomniałaś. Zdarza się- zaśmiał się i podał mi jedną z truskawkę. Zjadłam ją.
-Co chciałeś mi powiedzieć?- zapytałam.
-Bo ja... Już od jakieś czasu...
-Tak?
-Ja... -złapał mnie za dłonie i delikatnie je głaskał.
-Tak?- Niall powiedz w końcu!
-Kocham cię- powiedział ale nie patrzył na mnie w tej chwili.
On mnie kocha? Mój Niall zakochał się we mnie?
-Kochasz mnie?- powtórzyłam. Unikał mojego wzroku. Westchnęłam i uniosłam jego podbródek by patrzył na mnie.
-Tak. Jak szalony. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem. Do żadnej- w końcu spojrzał na mnie. Jakby wystraszony. - Ty tego nie czujesz, prawda?
-Ja...
-Wiedziałem. Po co w ogóle ci to powiedziałem...- nie wiedział co ze sobą zrobić.
-Niall, Niall- złapałam go za dłoń. -Zaczekaj.
-Tak?
-Ja też cię kocham- powiedziałam.
On nic nie powiedział. Przyciągnął mnie tylko do siebie i pocałował. Tak delikatnie ale i zaraz namiętnie.
-Zostaniesz moją dziewczyną?- zapytał, gdy oderwał się ode mnie. Było mi go mało... Jego ust.
-Tak...- teraz to ja go pocałowałam.
-Kocham Cię Julio- szepnął.
-Ja ciebie też Niall.


*************
Proszę bardzo!
Obiecałam więc jest.

Teraz tylko zamówienie i rozdział ale za cholerę nie wiem które będzie pierwsze.
Mam w tym tygodniu sprawdzian z technologii i działalności gospodarczej i muszę się uczyć, więc zrozumcie kicie :)

<3

Zayn urodzinowo

Codziennie to samo. Wstajesz o 6 i od razu do studia. Aż do 22. I tylko jeden dzień wolny. Trasy. Roczne trasy. Właśnie z jednej takiej wracam. Nie bylo mnie cztery miesiące. Nie wiem, czego mam się spodziewać. Czy czeka na mnie? Czy mój dom jest pusty czy ona jest w nim i czeka?

Pożegnałem się z chłopakami i wsiadłem do czekającej na mnie taksówki. Podałem adres kierowcy i z mocno bijącym sercem ruszyłem do domu.
Oparłem głowę o szybę i wpatrzony w ponury dzień, myślałem. Moje myśli. Krążyły tylko wokół Margaret. I niespodzianki którą dla niej mam. Jest grudzień, zaraz święta, dosłownie za tydzień. Mam dla niej prezent przez który jestem podekscytowany tak bardzo, że aż się boję.
-Jesteśmy- poinformował mnie kierowca, gdy zatrzymał się przed moim domem.
-Dziękuję- zapłaciłem mu należną sumę i wysiadłem z samochodu. Wziąłem głęboki wdech i po kilku krokach chwyciłem za klamkę.
-Margaret?- zapytałem, gdy znalazłem się w korytarzu. Nikt nie odpowiedział. Zostawiłem walizkę i wbiegłem po schodach na górę, gdzie była nasza sypialnia. Nacisnąłem powoli klamkę, spodziewając się wszystkiego, ale zobaczyłek tylko ją, leżącą plecami do mnie.
-Odejdź Sindy. Przecież mówiłam ci, żebyś nie przychodziła.
-Wyganiasz mnie?- zapytałem rozbawiony. Dziewczyna momentalnie podniosła się z łóżka i spojrzała na mnie. Nie mówiąc nic, dopadła do mnie, mocno tuląc i płacząc w moje ramię.
-Zayn- powiedziała w przerwie między łkaniem.
-Już jestem kicia.
-Zayn, tak bardzo tęskniłam...
-Ja też.
Usiedliśmy na łóżku a ona spuściła wzrok. Zauważyłem, że troszę jej się przybyło.
-Muszę ci coś powiedzieć- zaczęła, ale nadal nie podnosila wzroku.
-Co takiego kicia?- sam podniosłem jej jej podbródek i spojrzałem w zielone zaszklone oczka.
-Bo ja... Będziemy mieli dziecko Zayn.
Zabrała dłoń z przyłożyła ją do brzucha. Zamurowało mnie. Siedziałem tam, wpatrzony w jej brzuszek i nie wiedziałem co ona do mnie powiedziała.
Znaczy, że jest w ciąży?
-Dziecko?- zapytałem. Spojrzała na mnie. Miała strach w oczach.
-Zayn, ja wiem, że my tego nie planowaliśmy, że... Nie chcesz mieć teraz dziecka...
-Już dobrze, spokojnie- złapałem ją za ramiona.
-Czemu nic nie mówisz?- zapytała po dość długiej ciszy.
-Myślę.
-Nad czym?
-Nad tym czy ten dom nie będzie za mały dla trzech osób- spojrzałem wymownie ma pokój.
-Co?- zdziwienie na jej twarzy było ogromne.
-Nie myślałaś chyba, że cię zostawię?
-Tak właśnie myślałam...
-Głuptasku mój- przytuliłem ją do siebie.- Jak mogłaś tak pomyśleć?
-Te wyjazdy wszystkie... Nie masz na nic czasu...
-To nie znaczy, że nie mam czasu dla ciebie. Kocham cię i chcę być z tobą już na zawsze.
-Zayn,ale kariera...
-Jebać karierę. Teraz liczysz się ty i nasze dziecko.
-Ale...
-Nie ma żadnego ale.

Gdy tak leżeliśmy wtuleni w siebie, a Margaret trzymała moją dłoń na swoim brzuchu, powiedziała:
-Wiesz o tym, że przez rok zero seksu?
Mina mi zrzedła. Przytuliła mnie i cmoknęła w policzek.
-Zleci.
-Ale pocieszenie.
-No już już- buziak na pocieszenie.

*** Tydzień później ***

Jest wigilia. W tym roku postanowiliśmy z chłopakami zrobić ją w naszym domu.
Po podzieleniu się opłatkiem i zjedzeniu pysznych dań zrobionych przez mojego skarba, stwierdziłem, że to ten moment, ta chwila.
-Ekhem- powiedziałem głośniej, by wszyscy pozostali włącznie z Mar mnie usłyszeli. Wysunąłem krzesło gdzieś do tyłu, bym jak najlepiej zrobił to, co chcę zrobić. -Margaret- klęknąłem przed nią na jedno kolano a któryś z chłopaków zagwizdał. Oni o wszyatkim wiedzieli, ale co dziwne, nie wiem, jak oni to zrobili, że zachowali to dla siebie i nie powiedzieli o tym Margaret. Sam do tej pory jestem w szoku. Moja ukochana patrzyla na mnie z różnymi emocjami wypisanymi na twarzy. -Mogłem to zrobić tamtego dnia, gdy uszczęśliwiłaś mnie i powiedziałaś, że jesteś w ciąży, ale jakoś się powstrzymałem- widownia się zaśmiała razem z moim kochaniem. Wyjąłem drżącymi rękoma z kieszeni czerwone pudełeczko. Otworzyłem je i zaptałem: -Margaret Thomson, czy uczynisz mi ten zaszczyt i w najbliższej przyszłości wyjdziesz za mnie?- patrzyła caly czas na mnie, ani razu nie spojrzała na pierścionek. W oczach miała tak wielkie łzy, jakby ważyły tonę, każda z osobna. Nic nie powiedziała, tylko pokiwała głową na tak. Jednocześnie z tym ruchem z jej oczu wypłynęły te dwie łzy. Po raz pierwszy od mojego powrotu. Wszyscy zaczęli bić nam brawo a Harry gwizdał jak opętany. Założyłem jej pierścionek a ona wtuliła się we mnie zaraz po tym. Podniosłem się wraz z nią z klęczek i uważając na dziecko, okręciliśmy się dookoła. Wszyscy nam gratulowali.

Teraz, rok od tamtego dnia, jestem mężem mojej wspaniałej i dzielnej Margaret i ojcem siedmiomiesięcznego Scoota.










Maliku mój kochany! Dziasiaj twoje urodziny więc wypadałoby złożyć ci życzenia!
Życzę ci, żebyś się nigdy nie poddawał. Tak. Nie przejmuj się innymi, bo to tylko zaprzątanie głowy. Dalej bądź naszym Bad- boy'em którego kochamy!
Twórz tą zajebistą muzykę z chłopakami dalej, bo masz cudowny głos!
Żebyś znalazł swój ideał i był z nią szczęśliwy!
I jeszcze raz, wszystkiego najlepszego!



*******
No to mamy to!
Kolejne urodzinki!
Zayn masz już 22 lata! Jejusiu ale to zleciało!



Rozdział jest w trakcie pisania! Musicie cierpliwie poczekać kochani...


Eh, do następnego kochani!!

niedziela, 11 stycznia 2015

Zayn zamówienie

Imagin dla Princess Malik




-Zayn, czy ty nie miałeś przypadkiem czegoś zrobić?- zapytałam chłopaka, patrząc na niego znacząco.
-A co miałem zrobić?
-No co? Miałeś przynieść chłopakom coś do picia- powiedziałam, dając nacisk na ostatnie słowo.
-Aaaa- skapnął się o co chodzi i poszedł do kuchni.
-No to Lexy, powiedz co u was słychać?- zapytał Louis, zabawnie ruszając brwiami.
-A co ma być? Nic nowego. Od przedwczoraj- odpowiedziałam mu zjadliwie. -Ciekawska mendo.
-Co? Ja ci zaraz dam ciekawską mendę!- i rzucił się na mnie z zamiarem łaskotania.
-Te Tomlinson! Daruj sobie, dobra? Wystarczająco w niedzielę pokazaliście. A teraz won z mojej dziewczyny niepochamowany napaleńcu- do salonu na szczęście wszedł Zayn, niosąc cztery szklanki z sokiem pomarańczowym. Swoją drogą nie wiem jak, ale ok. -Proszę.
-Wy nie pijecie?- zapytał Niall.
-Nam już wytarczy. Wczoraj wypiliśmy cztery litry tego soku, na czas.
-Oo! Kto wygrał?- zapytał Harry.
-Zayn, jak zwykle z resztą- odpowedziałam. Ale za to jaka była nagroda dla przegranej...
-A nagroda?- zainteresował się Liam.
-Co nagroda?
-Dla wygranego.
Yy... Pomińmy to...
-No przecież wiadomo, Liam- odpowiedział pewnie Louis.
-Dobra, dobra.
Chłopcy wypili pyszny sok pomarańczowy z dodatkiem ociupinki środka przeczyszczającego...

Mijały minuty a nasz zajebisty plan zaczął działać sam.
-Louis coś ty taki blady? Niall?- zapytał świetnie udający przerażonego Zayn.
-Wiecie, jakoś mi niedobrze- odpowiedział Niall i złapał się a brzuch. -Muszę do kibelka.
I poleciał do jednej z łazienek. Za nim pobiegł Liam z Harrym.
-Louis a ty jak się trzymasz?- zapytałam zmartwiona.
-Coś mnie brzuch boli. Cholera coś nieświeżego chyba zjadłem.
-Chyba tak.
Oboje z Zaynem staraliśmy się nie wybuchnąć śmiechem jak tak latali w tę i z powrotem.
-Już lepiej- powiedział Niall i usiadł spowrotem na swoim miejscu.
-To super- w gruncie rzeczy nie wsypaliśmy im tego dużo. Trochę, tak dla smaku.
-Nie no, nie wytrzymam- powiedzial Louis i pognał zapewne do łazienki.
Wtedy nie wytrzymaliśmy. Zayn i ja wpadliśmy w taką głupawkę, że po prostu nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Niall patrzał na nas zdezorientowany.
-O co chodzi? Z czego tak lejecie?
-Z... Z... Z was- powiedziałam ledwo, uspokajając się.
-Z nas? Czemu?- Liam usiadł a ja otarłam łzy ze śmiechu.
-Taka kara.
-Za co?
-Za niedzielę.
-Boże, takie tam żarty a wy co?- zapytał oburzony Harry, siadając na kanapie.
-No właśnie. To już nie możemy przyjść tak bez zaproszenia?
-Do sypialni? Naszej?!
-A co to za różnica? To pomieszczenie i to pomieszczenie- Louis wrócił.
-Taka, że sypialnia to pomieszczenie prywatne a nie, wchodzisz jak do siebie Tommo- wtrącił się Zayn.
-Teraz za każdym razem będziemy pukać.
-Nie, poczekaj. Od dziś najpierw zaglądamy przez dziurkę od klucza czy możemy wejść- powiedział poważnie Louis, po czym wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
-Nie radzę Lou- powiedział po chwili Zayn.
-Czemu nie?
-Bo powiem Elce co robiłeś w tamtym roku u mnie w piwnicy jak żeście się pokłócili.
Jego mina była bezcenna.
-Dobra, dobra spokojnie. Spokojnie. Załatwmy to tak.
-Co proponujesz?
-Ty nie mówisz nic El s my- tu spojrzał na chłopaków.- Nie wchodzimy do was bez pukania i tych takich. Stoi?
-Lexy, zobacz czy mu stoi- powiedział do mnie Harry.
-Spadaj. Sam zobacz.
-Dobra, może być- powiedział Zen do Lou.

Gdy chłopcy już poszli a mu byliśmy w sypialni, Zayn zamknął drzwi na klucz i nie wyjął kluczyka, tak dla bezpieczeństwa.
-Zayn, powiedz  mi co takiego robił Louis w tamtym roku w twojej piwnicy.
-Wiesz, że mam tam telewizor?- zapytał i przytulił mnie.
-No wiem.
-Po prostu oglądał poronole.
-No no. Mamy chociaż czym go szantażować- zaśmialiśmy się po moich słowach.





Jak ocenasz?
Podoba ci się choć trochę??
<3

Libster Award 3

Jej!
Znowu zostałam nominowana!
Dzięki Twój Cukierek z bloga amyzayn-fanfiction.blogspot.com!


Pytania:
1. Co skłoniło cię do napisania bloga?

Hm... Chyba nuda.

2.Masz internetową przyjaciółkę/ przyjaciela?

Nie.

3.Ile masz lat?

18

4.Skąd pomysł na fabułę opowiadana?

Sama nie wiem. Ale myślę, że chciałam sprawdzić czy coś takiego będzie mogło iść dalej.

5. Wymarzone wakacje?

Całe dwa miesiące wolne od praktyk najlepiej gdzieś gdzie jest zawsze słońce.

6.Gdzie chciałabyś / chciałbyś mieszkać w przyszłości?

Londyn albo Irlandia. W ostateczności może zostać Polska.

7. Wymarzona / ony dziewczyna / chłopak?

Musiałabym się głębiej zastanowić...

8. Kolor oczu?

Zielony.

9. Co w sobie lubisz?

Włosy i kolor oczu.

10. Masz do siebie dystans?

Raczej tak.

11. Pierwsza sława osoba, która ' zawróciła ' ci w głowie?

To będzie...
Natalia Oreiro z Zbuntowanego Anioła.



Moje pytania:
1.Ile masz lat?
2.Co skłoniło cię do założenia bloga?
3.Ile czasu spędzasz na pisaniu bloga?
4.Ulubiona piosenka?
5.Jak długo jesteś Directioner?
6.Jakie masz hobby?
7.Ulubiony film / serial?
8.Ulubiona pora roku?
9.Do jakich fandomów należysz?
10.Jaki masz cel w życiu?
11.Wierzysz w przyjaźń damsko - męską?




Dziś nominuję tylko tylę

1. https://www.i-wont-to-forget-everythingmydarling.blogspot.com
2.https://www.rabel-story-hs.blogspot.com
3.https://www.bestia-w-ciele-czlowieka.blogspot.com
4.https://www.1directionaisa.blogspot.com
5.https://iamgniyoniallerzehoranieinietylko.blogspot.com





<3

sobota, 10 stycznia 2015

Harry zamówienie

Imagin dla OneDirectionBlog



Co za życie do chuja.  Czasem mam ochotę iść się zabić. Co mi po sławie, pieniądzach i tym wszystkim, skoro nie mogę mieć za to miłości?
Nie, to może ja zacznę od początku.
Jestem żonaty od czterech lat. Ale to niedługo ulegnie zmianie.
-Jeszcze raz to samo- powiedziałem do barmana, który tylko spojrzał na mnie przelotnie i zabrał szklankę, by po chwili wlać do niej trochę alkoholu. Tak kurwa, postanowiłem się upić, co nie wolno mi?
Czemu się upijam?
Bo jestem skończonym chujem.
Nancy, moja żona, dowiedziała się, że ją zdradziłem. Dzisiaj, tak dokładnie.
Wróciłem do domu po kolejnym dniu prób do trasy. Zmęczony, zostawiłem płaszcz i buty w korytarzu i poszedłem do sypialni. Tam spodziewałem się Nancy śpiącej w łóżku. Wchodzę do pokoju a ona siedzi i tępo patrzy w ścianę. Zamknąłem drzwi i podszedłem do niej, by się z nią przywitać.
-Cześć kochanie- powiedziałem i cmoknąłem ją w głowę. Ona nic nie zrobiła. -Ej, co się stało misiu- pysiu?
-Harry...- spojrzała na mnie oczami pełnymi łez wielkich jak spodki.
-Tak aniołku?
-Harry... Powiedz mi, że to nie prawda- łzy wypłynęły a ona nadal na mnie patrzy.
-Ale co ma być nieprawdą?- czyżby się dowiedziała?
-Że mnie zdradziłeś- westchnęła. Spuściłem głowę. Nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy.
-Harry, powiedz mi- poprosiła.
-Tak, to prawda- powiedziałem to. Przez chwilę siedziała w tej samej pozycji by potem wstać i podejść do szafy. Obserwowałem każdy jej ruch. Robiła wszystko spokojnie, jakby mnie tu nie było. -Co robisz?
Nie odpowiedziała. Z szafy wyciągnęła swoją dużą zieloną walizkę. Zaczęła wrzucać do niej rzeczy. Usiadłem zdruzgotany na łóżku. Dlaczego nic nie robiłem? Przypomniała mi się ostatnia sytuacja. Nancy wtedy wyprowadziła di swojej mamy. Nie, nie zdradziłem jej. Poszło o coś innego. Nie ważne. Ale przepraszłem ją dwa tygodnie. A teraz? Zachciało mi się przygód no to wyszło.
-Nancy- wstałem i podszedłem do niej.
-Nie Harry. Nic nie mów. Wystarczająco powiedziałeś- powiedziała cicho. Z Nancy jest tak, że nie robiła awantur na całą ulicę, by wszyscy słyszeli o co i jak się kłócimy. Ona była spokojna. Zawsze do wszystkiego podchodziła w spokoju. Dziś też. Nie krzyczała, nie wyzywała. To było gorsze, niż by krzyczała i wyzywała.
-Ale posłuchaj mnie...
-Nie- zasunęła walizkę i wyszła z nią  z pokoju. Zacisnąłem pięści i wybiegłem za nią. Stała w korytarzu i zakładała kurtkę.
-Nancy, błagam, porozmawiajmy...
-Harry- zatrzymała się trzymając rękę na klamce pół otwartych drzwi. -Pamiętasz co powiedziałam ci ostatnim razem? Na pewno pamiętasz. To koniec Harry. Żegnaj.
Wyszła a ja stałem jak kołek i nie docierało do mnie co powiedziała.
Po jakimś czasie znalazłem się w tym barze.
Ale pamiętam co powiedziała wtedy.
Powiedziała, że jeśli ją zdradzę odejdzie. I że mam jej nie zatrzymywać.
No to nie zatrzymałem. Nie udało mi się.
-Harry, chodź do domu- usłyszałem za sobą głos Liama. Odwróciłem się i faktycznie jest tam i patrzy na mnie.
-Do jakiego domu? Ja już nie mam domu. Bez mojej Nancy to już nie jest dom- dopiłem napój w szklance.
-To chodź do mnie- złapał mnie za barki. Rzucilem na blat kilka funtów i oboje wyszliśmy. Ja zataczając się a Liam prowadząc mnie jako tako do jego samochodu.

-Liam to koniec- powiedziałem, gdy chłopak położył mnie na kanapę w salonie. -Jutro pewnie dostanę papiery rozwodowe.
-Co ty gadasz? Jeszcze będzecie szcześliwi.
-Uhm. Chyba w snach. Powiedziała raz a dokładnie- westchnąłem.
-Zobaczysz. Idę zrobić coś do jedzenia- chłopak zniknął w kuchni a ja oparłem głowę o wezgłowie kanapy i wyciągnąlem telefon. Na tapecie mam jej zdjęcie, uśmiechnięta. Przy niej czuję się jak zakochany nastolatek. Taki zakochany gówniarz.
Nagle z mojego telefonu zaczęła lecieć jakaś muzyczka. Przestraszyłem się tak, że telefon mi prawie z rąk wyleciał.
-Halo?- odebraodebrałem.
-Harry synku, przyjedź szybko do szpitala- usłyszałem mamę Nancy. Była roztrzęsiona.
-Do szpitala? Po co?- usiadłem.
-Nancy miała... Ona miała wypadek- momentanie wytrzeźwiałem.
-Co? Zaraz będę- wrzuciłem telefon do kieszeni i dopadłem do Liama. -Liam błagam cię, zawieź mnie do szpitala!
-Co? Czemu?
-Nancy miała wypadek!

Piętnaście minut później Liam zatrzymał samochód a ja jak tornado wpadłem do recepcji.
-W czym mogę panu pomóc?- zapytała kobieta.
-Gdzie leży moja żona?
-Nazwisko?
-Styles. Nancy Styles- powiedziałem szybko. Kobieta zaczęła pądać papiery tak wolno, że myślałem, że ją po prostu rozszarpię. -Kobieto szybciej, ona tam umiera!- wrzasnąłem.
-Proszę o spokój. I szacunek- zgromiła mnie wzrokiem.
-Przepraszam- głośno wypuściłem powietrze.
-Pokój nr. 20
Pobiegłem tam, już nic nie mówiąc tamtej kobiety. Już z daleka zobaczyłem Glorię, mamę Nan.
-Co z nią?- dopadłem do niej.
-Jej stan jest ciężki.
-Jak?
-Podobno wpadła pod samochód. Nie zauważyła jak jechał. Boże, moja biedna córeczka...
-Będzie dobrze. Mogę do niej iść?
-Tak tylko załóż ten fartuch.
Założyłem go i wszedłem do jej sali.
Leżała tam podpięta do kilkunastu rurek, jakieś maszyny pikały a ona leżała tam bezbronna w tym łóżku z zamkniętymi oczami. Nie wytrzymałem już i po prostu zacząłem płakać. Usiadłem na krzesełku i nadal wyłem.
-Nancy- złapałem ją za rękę, gdy się w końcu ogarnąłem. -Ja wiem, że nie jestem idealny. Taki jaki byś chciała, żebym był... Ale kocham Cię jak szalony. Tak samo jak wtedy, siedem lat temu gdy się poznaliśmy, pamiętasz? Byliśmy osobno na tej imprezie u Toma. Zaczęliśmy gadać i tak zostało- uśmiechnąłem się na to wspomnienie. -To była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja nie wiem co mi strzeliło do głowy, by przespać się z inną. Jestem głupi. Nie wiem, co chciałem tym udowodnić. Tak bardzo cię przepraszam. Dopiero teraz spostrzegłem ile dla mnie znaczysz. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Nie zostawiaj mnie Nan- zapłakałem.

*** Dwa dni później ***

Jak wszedłem do jej sali tak do tej pory z niej nie wyszedłem. Nie jestem ani śpiący ani głodny.
-Harry, synku, idź się przespać i coś zjedz. Zadzwonię do ciebie gdy się obudzi- mówi do mnie mama Nan, ale ja nie mam zamiaru nigdzie iść.
-Nie mamo. Ja tu zostanę, dopóki się nie obudzi i nie porozmawiamy.
-Eh- westchnęła.- No nic, to ja pójdę. Zadzwoń, gdyby się obudziła.
-Dobrze- Gloria wyszła a ja zostałem sam z Nancy.

*** Jakiś czas potem ***

Nie wiem, która jest godzina, telefon dawno mi padł bez ładowania.  Siedzę na niewygodnym krześle i nadal trzymam dłoń mojej ukochanej w swojej.
Nagle jej palce zaczęły drgać a ja się ożywiłem. Nie mięło dużo czasu jak zaczęła mrugać powiekami by po chwili otworzyć oczy.
-Nancy- odetchnąłem z ulgą. Dziewczyna spojrzała na mnie z takim bólem w oczach, że i mnie coś zabolało. -Ja... Przepraszam Nancy...
-Słyszałam wszystko Harry.
-Oh...- na tyle mnie teraz stać. Po tym wszystkim.
-Ja też cię kocham Harry, ale... Jak mam być z tobą, ja mam ci ufać, jak... Ty to zaufanie do ciebie tak po prostu rujnujesz?- ledwo zapytała.
-Ja...- spóściłem głowę w dół.- Ja chyba czułem się zaniedbywany... Niepotrzebny... Nasze małżeństwo się rozpadało...
-I postanowiłeś całkiem je zniszczyć.
-Nie... Potrzebowałem kogoś kto...
-Kto cię zaspokoi, tak?- zapytała i spojrzała mi w oczy.
-Czy ty wiesz, kiedy ostatni raz się kochaliśmy?- zdenerwowałem się. Teraz to tylko moja wina?
-Dwa miesiące temu- odpowiedziała.
-To w ogóle nie dziwne, prawda?
-W ogóle, bo ja...
-Ty co?- znowu złapałem ją za rękę.
-Jestem w ciąży... Albo byłam...
-Co?- zapytałem.
-To co słyszałeś.
Wtem na salę wszedł lekarz.
-Witam państwa- przywitał nas. -Widzę, że już się pani obudziła.
-Co z dzieckiem?- zapytałem od razu.
-Z dzieckiem wszystko wporządku. Ciąża nie jest zagrożona. Musi pani tylko na siebie bardzo uważać.
-Uhm- powiedziała tylko.
-Jak się pani czuje?
-W miarę dobrze.
-Coś panią boli?- zapytał, notując coś w karcie.
-Trochę głowa.
-Uhm. Dobrze. Niech pani wypoczywa. Widzimy się jutro na obchodzie. Dowidzenia.
Lekarz wyszedł a ja spojrzałem na nią. A ona nie patrzyła na mnie.
-Popatrz na mnie- poprosiłem. Zrobiła to. -Czemu mi nue powiedziałaś?
-Zamierzałam. Za nim dowiedziałam się, że od tak zdradziłeś mnie z jakąś suką.
Westchnąłem kolejny raz ze swojej głupoty.
-Wybacz mi- pocałowałem jej dłoń. - Bądżmy szcześliwi we trójkę.
-Skąd mogę wiedzieć, że nie zrobisz tego znowu?
-Masz moje słowo. Nie popełnię tego samego błędu. Nie skrzywdzę cię już więcej. Obiecuję.
-Kocham cię Harry.
-Ja ciebie bardziej- powiedziałem i pochyliłem się nad nią, by złączyć nasze usta w delikatnym pocałunku.




******

Nie bij!!
Nie wiem czy to ma coś wspólnego z tym o co mnie prosiłaś w zakładce, ale się starałam...

Podoba ci się Julia??